cześć, co u ciebie?
Ja smakuję mojego nowego ulubionego albumu, naszego ukochanego zespołu. Jest piękny, musiałam do niego dorosnąć. Wiesz, w sumie to lubię ten stan, gdy żałuje wszystkich złych słów na temat muzyki, która aktualnie miażdży mi serce na kawałki, ćwiartuje, a krwotok wewnętrzny nie przynosi bólu, a jedynie ciepło. Serce bije mi tak szybko, jak wtedy gdy mierzyłeś mi tętno. Pamiętasz? Śmiałam się, leżeliśmy w twoim łóżku, w twoim pokoju, w półmroku, w muzyce, w twoim mieszkaniu na samym dachu, z którego widzisz bezkres nieba. Pamiętam twój głos, jego brzmienie umiem odtworzyć w myślach.
Czasem chciałabym się wtulić w ciebie, czuć znów twój słodki zapach, najsłodszy, twój dwudniowy zarost na twarzy, dotykać twardych włosów, które opadają ci na oczy, układać z nich najrozmaitsze kompozycje. Smakować twoje gorzkie usta od moich perfum. teraz jest to czasem.
Częściej niż czasem uświadamiam sobie, że już nigdy nie nauczę się żyć z tym, z twoją śmiercią. Wtedy gdy postanowiłeś odejść, tego zimnego dnia. Nigdy nie zapomnę każdej chwili, słowa, sytuacji z tobą w głównej roli. Po twoim odejściu spisałam każde twoje słowo. Mam teraz taką wielką księgę, w której do dzisiejszego dnia spisuje nasze rozmowy, jednak coraz rzadziej przypomina się coś nowego.
Coraz częściej mam siłę aby pójść w miejsce, gdzie wrażliwi ludzie,pochłonięci epizodem, decydują się odejść. Nie ma już śladu po sznurze. Wiatr wieje tam bardziej niż gdziekolwiek, szum liści tworzy melodię smutku.
Wiesz, tak naprawdę bardzo tęsknię. Chciałabym usiąść obok ciebie, porozmawiać, pomilczeć, odpalić drogie fajki, wypić piwo, śmiać się z ludzi, dresów, śpiewać, tańczyć.
Czasem śnię o tobie. Mam żal do losu, że tylko tak mogę cię spotkać. Nie mamy szans zobaczyć się pośmiertnie, bo oboje jesteśmy(ty byłeś) ateistami, a zbawienie nam nie przysługuje.
Dobranoc, mój mroczny panie.
czwartek, 26 września 2013
piątek, 20 września 2013
Hej, wiesz dawno nie pisałam co u mnie, przepraszam, z czasem było dosyć kiepsko, ale i też nie chciałam cię zadręczać milionem moich myśli. Jakich myśli? Tych myśli, mówiłam ci o nich kiedyś, a ty nazwałeś mnie wtedy wariatką. Już pamiętasz... Jak ci minął dzień? Jak twój humor?
Dobrze, przestanę zadawać te głupie pytania. U mnie kiepsko, czuję, że łapie mnie jakieś przeziębienie.
Wszystko wydaje mi się pozbawione sensu, chroniczne uczucie pustki chyba już nigdy nie zniknie.
A z drugiej strony jest naprawdę dobrze, potrafię wstać z łóżka i zacząć dzień, wytrwać. Zapodziałam gdzieś nawet cały plik nowych żyletek, nie sięgam po tabletki, robię rachunek sumienia, kłamię mniej, staram się nie być hipokrytą, zawistnym zazdrośnikiem.
Pożądam twojego głosu, jak nigdy wcześniej. Ostatnim razem gdy cię widziałam jechałam rowerem, bez makijażu, uciekłam, zawsze chciałeś mnie zobaczyć bez makijażu, pamiętasz? a ja uciekłam. Była godzina szósta rano, słońce już wstało, a mnie rozbudziło na dobre dopiero tamte spotkanie.
Muszę się do czegoś przyznać, udaję, tak bardzo udaję, zamykam smutek w sobie. Musisz mnie zrozumieć.
Chciałbyś odebrać ode mnie telefon przed trzecią w nocy?
Zasłużyłam sobie chociaż na jedno słowo. Mogłabym zadzwonić, mam wciąż numer, a ty powtarzałbyś tylko jedno słowo "beznadziejne".
Dobrze, przestanę zadawać te głupie pytania. U mnie kiepsko, czuję, że łapie mnie jakieś przeziębienie.
Wszystko wydaje mi się pozbawione sensu, chroniczne uczucie pustki chyba już nigdy nie zniknie.
A z drugiej strony jest naprawdę dobrze, potrafię wstać z łóżka i zacząć dzień, wytrwać. Zapodziałam gdzieś nawet cały plik nowych żyletek, nie sięgam po tabletki, robię rachunek sumienia, kłamię mniej, staram się nie być hipokrytą, zawistnym zazdrośnikiem.
Pożądam twojego głosu, jak nigdy wcześniej. Ostatnim razem gdy cię widziałam jechałam rowerem, bez makijażu, uciekłam, zawsze chciałeś mnie zobaczyć bez makijażu, pamiętasz? a ja uciekłam. Była godzina szósta rano, słońce już wstało, a mnie rozbudziło na dobre dopiero tamte spotkanie.
Muszę się do czegoś przyznać, udaję, tak bardzo udaję, zamykam smutek w sobie. Musisz mnie zrozumieć.
Chciałbyś odebrać ode mnie telefon przed trzecią w nocy?
Zasłużyłam sobie chociaż na jedno słowo. Mogłabym zadzwonić, mam wciąż numer, a ty powtarzałbyś tylko jedno słowo "beznadziejne".
wtorek, 27 sierpnia 2013
zostań
Infantylnym stwierdzeniem, byłoby powiedzenie, że tęsknię. Wszystko, w tym momencie, byłoby takie, może jeszcze zbyt kurtuazyjne, prawdopodobnie nie odczytałbyś tego. Wrócę do moich podejrzanych zachowań społecznych, znów wypożyczę kolejne książki z biblioteki, powypisuje w nich wiadomości dla ciebie, narażę moje myśli na kontakt ze światem, tym gorszym, aniżeli w mojej głowie. W zasadzie, boję się, że świata nie ma. Boję się każdego dnia, myśli z którymi żyję, z przebitym na wylot, krwawiącym sercem. Boję się, że tylko ty rozumiesz mój lęk, i wiesz, że nie ma na to lekarstwa. Żyję już milion lat, a nigdy nie spotkałam kogoś takiego jak ty, drugiej osoby, choćby w maleńkiej części podobnej do ciebie. Przypominającej o tobie. Boję się myśli, że źle wybrałam. Boję się twojej śmierci, chociaż wiem, że naturalnym procesem będzie, gdy zabierze cię szybciej. Ale czasem... boję się, że znów poczujesz się panem losu, po prostu umrzesz.
Wiem, że nie najzdrowszym dla mnie jest posiadanie wspomnień, słuchanie muzyki, podobno depresyjnej, czy najlepszym wyjściem byłoby nie być? Najprościej, chciałabym cię spotkać, usłyszeć znów od ciebie, że coś jest beznadziejne, lubię to słowo, jednak już wiesz o tym. Wiesz, potrzebuję znów zrozumienia, skomplikowanej sytuacji, nocy, krwi, alkoholu, twojego mieszkania. Swoją drogą jak na starego kawalera utrzymujesz niemal sterylny porządek, nigdy nie odczułam, że jesteś stary. Potrzebuję jeszcze więcej mroku, smutku.
wrócisz jeszcze? kiedyś?
Wiem, że nie najzdrowszym dla mnie jest posiadanie wspomnień, słuchanie muzyki, podobno depresyjnej, czy najlepszym wyjściem byłoby nie być? Najprościej, chciałabym cię spotkać, usłyszeć znów od ciebie, że coś jest beznadziejne, lubię to słowo, jednak już wiesz o tym. Wiesz, potrzebuję znów zrozumienia, skomplikowanej sytuacji, nocy, krwi, alkoholu, twojego mieszkania. Swoją drogą jak na starego kawalera utrzymujesz niemal sterylny porządek, nigdy nie odczułam, że jesteś stary. Potrzebuję jeszcze więcej mroku, smutku.
wrócisz jeszcze? kiedyś?
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Dotarło do mnie jak ciężko jest żyć ze mną, być może tak samo ciężko, jak przystało żyć z tobą. Będą kimś innym nie umiałabym zrozumieć, wyobrazić sobie jak to jest. Co to znaczy być kimś, kto w sobie posiada tyle sprzeczności, dwie pieprzone osobowości, które toczą codzienne walki ze sobą. Wiesz, coraz częściej rozmawiam z tobą, chociaż wiem, że ciebie nie ma, przyłapuję się na tym, że opowiadam ci o moich snach. I wiesz co, staram cię nie zadręczać moimi lękami, ty masz wystarczająco swoich. Chociaż boję się usnąć, obawiam się demonów, szalonych zabójców, egocentryków, uwielbiam stan gdy codziennie doświadczam snu jako substytutu śmierci. Często zasypiam z wycieńczenia, cierpiąc na bezsenność, spowodowaną piciem półtora litra kawy dziennie, katowaniem się niejedzeniem. I tylko wtedy zapominam o strachu.
Hej, przyłapuję się zbyt często na myślach o tobie. Zapadła już noc, z każdą minutą ciężej będzie mi jutrzejszego dnia sprawiać pozory, odgonić śmierć.
Hej, przyłapuję się zbyt często na myślach o tobie. Zapadła już noc, z każdą minutą ciężej będzie mi jutrzejszego dnia sprawiać pozory, odgonić śmierć.
czwartek, 15 sierpnia 2013
Ze wszystkich miejsc, w których mogę coś napisać, tych wirtualnych, ale i też namacalnych, uczyniłam jedno, ogromne, cmentarzysko. Cmentarz wspomnień ciebie, emocji, których już nie doświadczę, piękna, melancholii, chwil. Upchnęłabym je wszystkie do szuflady mojej białej komody, wróciłabym dni, z każdym jej otwarciem, ale wtedy teraźniejszość nie istniałaby.
Emocje opadły, jak przypuszczałam. Wszystko zaplanowane było już z góry, a ja mogłabym podpisać pakt z diabłem, aby obejrzeć koniec. Moje sny... znów nimi zawładnął ten dziwny klimat, zdarzają się rzeczy, które nigdy się nie zdarzyły. I te, które się zdarzyły, oraz takie, które mogłyby się wydarzyć, jeśli okoliczności byłyby przychylniejsze. I wiesz, w moich snach dzieje się to co zechcę, mówiłam ci, że miewam sny świadome, potrafię wprowadzić się w ten stan. I może to jeszcze, że wierzę w przeznaczenie, czyni mnie istota tak kruchą, niepotrafiącą utopić ciebie w oceanie wspomnień, w lawinie łez, burzliwym smutku...
Może jeszcze to, że wierzę, a ty jesteś silnym ateistą, pamiętam jak opowiadałeś mi te zabawne i absurdalne historie, o tym jak oznajmiłeś rodzicom, że wypisujesz się z Kościoła. Była wtedy jesień, byliśmy w parku, liście spadały z drzew, trawniki przykryte były pomarańczem, rdzą, czerwienią. Poranki bywały coraz chłodniejsze, tak jak wieczory. Śmiałam się, lubiłam, gdy opowiadałeś mi o sobie, gdy coś było zabawne. Teraz wiem, z perspektywy czasu, że dla ciebie nie było to tak zabawne jak dla mnie. Zauważyłam też, że ty śmiałeś się z zupełnie innych rzeczy, sytuacji, a gdy spotkaliśmy się po latach, nic już nie miało znaczenia. Ciągle uważam, że zbyt szybko się spotkaliśmy, to los tak chciał, a ty podszedłbyś do tego racjonalniej? Może po prostu jestem zbyt młoda? A może po prostu ty zazdrościsz mi mojego wieku?
Podobno jestem bystra... Tak mi mówiłeś, gdy przez chwilę byłam twoją zabawką, pocieszycielką, odskocznią od tego świata. Byłam też idealna, piękna, wartościowa... Teraz jestem wspomnieniem.
Tak, teraz wiem, że zazdrościsz mi mojego wieku i świadomości, bo gdy ty dorastałeś, nie było jeszcze gotów i wampirów. Wiesz... myślałam, że gdy stracę ciebie, pochłonie mnie rozpacz. Ale ja jestem posiadaczką każdego twojego słowa zapisanego na papierze, emocji w komputerze, twojego śpiewu, nie liczę wspomnień tańczącego ciebie, tego nikt nie jest w stanie zabrać. Myślałam, że wyrwę sobie serce, a teraz jest tylko pustka, uczucie, że bardzo łatwo mogłabym ci o czymkolwiek powiedzieć, napisać.
Miałbyś ochotę posłuchać, co mam ci do powiedzenia?
Emocje opadły, jak przypuszczałam. Wszystko zaplanowane było już z góry, a ja mogłabym podpisać pakt z diabłem, aby obejrzeć koniec. Moje sny... znów nimi zawładnął ten dziwny klimat, zdarzają się rzeczy, które nigdy się nie zdarzyły. I te, które się zdarzyły, oraz takie, które mogłyby się wydarzyć, jeśli okoliczności byłyby przychylniejsze. I wiesz, w moich snach dzieje się to co zechcę, mówiłam ci, że miewam sny świadome, potrafię wprowadzić się w ten stan. I może to jeszcze, że wierzę w przeznaczenie, czyni mnie istota tak kruchą, niepotrafiącą utopić ciebie w oceanie wspomnień, w lawinie łez, burzliwym smutku...
Może jeszcze to, że wierzę, a ty jesteś silnym ateistą, pamiętam jak opowiadałeś mi te zabawne i absurdalne historie, o tym jak oznajmiłeś rodzicom, że wypisujesz się z Kościoła. Była wtedy jesień, byliśmy w parku, liście spadały z drzew, trawniki przykryte były pomarańczem, rdzą, czerwienią. Poranki bywały coraz chłodniejsze, tak jak wieczory. Śmiałam się, lubiłam, gdy opowiadałeś mi o sobie, gdy coś było zabawne. Teraz wiem, z perspektywy czasu, że dla ciebie nie było to tak zabawne jak dla mnie. Zauważyłam też, że ty śmiałeś się z zupełnie innych rzeczy, sytuacji, a gdy spotkaliśmy się po latach, nic już nie miało znaczenia. Ciągle uważam, że zbyt szybko się spotkaliśmy, to los tak chciał, a ty podszedłbyś do tego racjonalniej? Może po prostu jestem zbyt młoda? A może po prostu ty zazdrościsz mi mojego wieku?
Podobno jestem bystra... Tak mi mówiłeś, gdy przez chwilę byłam twoją zabawką, pocieszycielką, odskocznią od tego świata. Byłam też idealna, piękna, wartościowa... Teraz jestem wspomnieniem.
Tak, teraz wiem, że zazdrościsz mi mojego wieku i świadomości, bo gdy ty dorastałeś, nie było jeszcze gotów i wampirów. Wiesz... myślałam, że gdy stracę ciebie, pochłonie mnie rozpacz. Ale ja jestem posiadaczką każdego twojego słowa zapisanego na papierze, emocji w komputerze, twojego śpiewu, nie liczę wspomnień tańczącego ciebie, tego nikt nie jest w stanie zabrać. Myślałam, że wyrwę sobie serce, a teraz jest tylko pustka, uczucie, że bardzo łatwo mogłabym ci o czymkolwiek powiedzieć, napisać.
Miałbyś ochotę posłuchać, co mam ci do powiedzenia?
niedziela, 28 lipca 2013
heej
Naprawdę wszystko upadło, teraz, może jest już po wszystkim, chociaż mówiłam tak już kilka razy. Odetchnęłam, opowiedziałabym o tobie.
Niedługo miną dwa lata odkąd pierwszy raz się spotkaliśmy, dwa lata odkąd umarłam, popadłam w depresje, ale i narodziłam się na nowo.
Powiedziałeś, że zabierzesz mnie w niezwykłą podróż do swojego świata, teraz wiem, że nieliczni mogli skosztować chociaż kawałeczka. Wtedy byłam naiwniejsza, zafascynowana, cholera pewnie wciąż taka jestem. Ja stałam się niewolnikiem swojego mrocznego pana, perwersyjnego skurwysyna. Tak jesteś perwersyjnym skurwysynem. W najskrytszych snach nie przyszło mi do głowy, ile cierpienia mi dasz, jak wielką miłość, mądrość, pożądanie wiedzy i ciebie. I, że będę kochać, a to postanowi mnie zniszczyć, uczucie zepchnie mnie do przepaści, wyrwie serce, rozszarpie żyły. Doprowadzi do powolnej... do destrukcji, która postępuje codziennie.
Zrobiłeś ze mnie samobójce, nie mam ci tego za złe. Z perspektywy czasu nie można ocenić czy to twoja sprawka. Właściwie to nie mam ci za złe nawet tego, że jesteś tak popieprzonym starym...
My młodzi bywamy porywczy, nie myślimy tak racjonalnie, ale bywamy też ludźmi, miewamy uczucia. Można przypuszczać, że mógłbyś mnie zranić, lub chociażby urazić.
*
Moje emocje wkrótce się uspokoją.
Niedługo miną dwa lata odkąd pierwszy raz się spotkaliśmy, dwa lata odkąd umarłam, popadłam w depresje, ale i narodziłam się na nowo.
Powiedziałeś, że zabierzesz mnie w niezwykłą podróż do swojego świata, teraz wiem, że nieliczni mogli skosztować chociaż kawałeczka. Wtedy byłam naiwniejsza, zafascynowana, cholera pewnie wciąż taka jestem. Ja stałam się niewolnikiem swojego mrocznego pana, perwersyjnego skurwysyna. Tak jesteś perwersyjnym skurwysynem. W najskrytszych snach nie przyszło mi do głowy, ile cierpienia mi dasz, jak wielką miłość, mądrość, pożądanie wiedzy i ciebie. I, że będę kochać, a to postanowi mnie zniszczyć, uczucie zepchnie mnie do przepaści, wyrwie serce, rozszarpie żyły. Doprowadzi do powolnej... do destrukcji, która postępuje codziennie.
Zrobiłeś ze mnie samobójce, nie mam ci tego za złe. Z perspektywy czasu nie można ocenić czy to twoja sprawka. Właściwie to nie mam ci za złe nawet tego, że jesteś tak popieprzonym starym...
My młodzi bywamy porywczy, nie myślimy tak racjonalnie, ale bywamy też ludźmi, miewamy uczucia. Można przypuszczać, że mógłbyś mnie zranić, lub chociażby urazić.
*
Moje emocje wkrótce się uspokoją.
piątek, 12 lipca 2013
moj pies
nie wiem, co więcej skrywa moja karta pamięci w telefonie.
nigdy chyba w moim życiu nie było gorzej.
poniedziałek, 8 lipca 2013
trzeci dzien
W pokoju jest cholernie ciemno, mimo tego nie zapadł zmrok. Czarne rolety zakrywają okno, mniejsze okno zasłonięte jest czarną płachtą, a drzwi czerwoną, w kolorze wytrawnego wina. To kwintesencja półmroku tego świata, to dom z widokiem na dachy, usytuowany gdzieś bardzo wysoko, w chmurach.
Zabierz mnie tam, zamknij drzwi za sobą, puść muzykę, jestem gotowa na tą podróż.
Twoje oczy tak się uśmiechają.
Zabierz mnie tam, zamknij drzwi za sobą, puść muzykę, jestem gotowa na tą podróż.
Twoje oczy tak się uśmiechają.
sobota, 6 lipca 2013
pole smutku
I życie jakoś tak uciekło, nie wiem sama kiedy.
wróć, przytul mnie jak najlepiej umiesz, ucałuj, nawet mógłbyś mnie ugryźć, co z tego, że bolałoby.
kocham cię.
*
Mam bajzel w głowie. Rozszarpane serce. Rany na moich nogach nie bolą, krew tak się nie sączy, aniżeli z serca. Nigdy nie utraciło ona bowiem tak wiele, ale też nie zyskało.
Gdybym była normalna, nie pozbierałabym się z tego. Ale sprawy przybrały szybkiego tempa.
Mogę zachować się infantylnie, zrobić co zechcę. Już naprawdę.
Obolała, pochlastana, zaklejona bandażem, spoczywam w mroku. Nikt nie zatrzymał tej zabójczej maszyny.
wróć, przytul mnie jak najlepiej umiesz, ucałuj, nawet mógłbyś mnie ugryźć, co z tego, że bolałoby.
kocham cię.
*
Mam bajzel w głowie. Rozszarpane serce. Rany na moich nogach nie bolą, krew tak się nie sączy, aniżeli z serca. Nigdy nie utraciło ona bowiem tak wiele, ale też nie zyskało.
Gdybym była normalna, nie pozbierałabym się z tego. Ale sprawy przybrały szybkiego tempa.
Mogę zachować się infantylnie, zrobić co zechcę. Już naprawdę.
Obolała, pochlastana, zaklejona bandażem, spoczywam w mroku. Nikt nie zatrzymał tej zabójczej maszyny.
środa, 3 lipca 2013
pole litu
niestabilny obraz siebie
zaznaczone silnymi emocjami związki interpersonalne
chwiejność
pograniczne zaburzenie osobowości
działania autoagresywne
pustka
brak chęci w życiu
poczucie bezsensu
chroniczne uczucie ww pustki
dążenie do skomplikowanych sytuacji/ związków interpersonalnych
myśli paranoiczne
ucieczka
*
Mówisz, że to było dla ciebie objawieniem. To rzeczy, które pomagają, stwarzają warunki do tego aby uciec z tego świata. Pozwalają odszukać czegoś lepszego, czegoś co w chociaż niewielkim stopniu wypełni pustkę. Urodziliśmy się z nią, ona rosła wraz ze świadomością, a teraz jest już w takim stanie, że mogłabym się zabić,gdybym tylko miała odwagę.
I wiesz, zabicie się nie jest łatwe, chociaż kiedyś myślałam, że jest. Człowiek do samego końca ma w sobie instynkt przerwania. Nie mogę wstrzymać oddechu, udusić się.
*
Idę wprowadzić się w sen świadomy.
zaznaczone silnymi emocjami związki interpersonalne
chwiejność
pograniczne zaburzenie osobowości
działania autoagresywne
pustka
brak chęci w życiu
poczucie bezsensu
chroniczne uczucie ww pustki
dążenie do skomplikowanych sytuacji/ związków interpersonalnych
myśli paranoiczne
ucieczka
*
Mówisz, że to było dla ciebie objawieniem. To rzeczy, które pomagają, stwarzają warunki do tego aby uciec z tego świata. Pozwalają odszukać czegoś lepszego, czegoś co w chociaż niewielkim stopniu wypełni pustkę. Urodziliśmy się z nią, ona rosła wraz ze świadomością, a teraz jest już w takim stanie, że mogłabym się zabić,gdybym tylko miała odwagę.
I wiesz, zabicie się nie jest łatwe, chociaż kiedyś myślałam, że jest. Człowiek do samego końca ma w sobie instynkt przerwania. Nie mogę wstrzymać oddechu, udusić się.
*
Idę wprowadzić się w sen świadomy.
wtorek, 2 lipca 2013
pole marchewkowe
Jest burza. Smutek, miłość i wszystkie natręctwa.
Pamiętam jak byłam mała i siadałam na oknie, deszcz spływał po szybie, uderzał w parapet, lubiłam ten dźwięk. W zasadzie pozostało mi to do teraz, gdy jestem już duża. Pamiętasz kiedyś powiedziałam ci, że gdy już dorosnę chcę zostać filozofem. A ty powiedziałeś, że mam zadatki na bycie sokrateską.
Kiedyś w mojej głowie była cisza, szczęśliwe chwile mogły wyciszyć myśli. A teraz szczęście umarło, mogłabym powiedzieć brutalniej.
kocham cię, w twojej wielkiej koszulce, którą mi dałeś. ze łzami. z myślą, że jutro do pracy.
po mojej podlodze biegaja kroliczki, wyrywaja marchewki
Pamiętam jak byłam mała i siadałam na oknie, deszcz spływał po szybie, uderzał w parapet, lubiłam ten dźwięk. W zasadzie pozostało mi to do teraz, gdy jestem już duża. Pamiętasz kiedyś powiedziałam ci, że gdy już dorosnę chcę zostać filozofem. A ty powiedziałeś, że mam zadatki na bycie sokrateską.
Kiedyś w mojej głowie była cisza, szczęśliwe chwile mogły wyciszyć myśli. A teraz szczęście umarło, mogłabym powiedzieć brutalniej.
kocham cię, w twojej wielkiej koszulce, którą mi dałeś. ze łzami. z myślą, że jutro do pracy.
po mojej podlodze biegaja kroliczki, wyrywaja marchewki
poniedziałek, 1 lipca 2013
pole truskawkowe
jestesmy tutaj. powietrze jest lekkie, nie przytlacza, alkohol zdaje sie nie koczyc. dym z mojego czekoladowego papierosa otula, gladzi twoja piekna, biala twarz. pozniej ja deje ci dopalic go do konca, to prawie jak pocalunek, to prawie jak smierc. a twoje slowa smakuja mi bardziej niz whysky, ktore pijemy. sa bardziej zimne niz lod w moim drinku. sa elektryujace, nikt nie wymowi piekniej slowa 'beznadziejne' niz ty. po prostu sa. kiedys ich nie bylo przez 16 lat, a pozniej jeszcze przez 7 miesiecy. i pamietam wszystko, a jesli o czyms zapomnialam, to mam zapisane kazde twoje slowo w rozowym notesie.
zbaw mnie. napisalabym do ciebie z prosba o to, ale przeciez i tak nie przyjdziesz. i tak nie zrobisz nic. bo nie jestem nikim wiecej anizeli slodka idiotka, mala dziewczynka.
a w glebi duszy ciagle jestem twoja claudia. a ty jestes moim louisem,ktory teraz ucieka przed switem/
ktorego kocham ponad wszystko, dla ktorego poezja nabiera znaczenia. dla ktorego jestem zasadniczo niczym.
nie, nie kocham cie louis.
zbaw mnie. napisalabym do ciebie z prosba o to, ale przeciez i tak nie przyjdziesz. i tak nie zrobisz nic. bo nie jestem nikim wiecej anizeli slodka idiotka, mala dziewczynka.
a w glebi duszy ciagle jestem twoja claudia. a ty jestes moim louisem,ktory teraz ucieka przed switem/
ktorego kocham ponad wszystko, dla ktorego poezja nabiera znaczenia. dla ktorego jestem zasadniczo niczym.
nie, nie kocham cie louis.
niedziela, 23 czerwca 2013
p.
poranek zaraz przejdzie w południe.
Nie mogę uwierzyć. W nocy miałam gorączke i kaszel, myslalam ze sie udusze.
Wczoraj bylam z wampirem. Probowal mnie upierdolic w szyje, poamietam wczoraj troche jak przez mgle. Wszystko to jest fikcja, a we mnie nie ma juz ani krzty rozsadku. jestes tylko ty, juz nieistniejacy.
nigdy juz nie obudze sie obok ciebie, nigdy niepowiesz mi juz ani slowa szeptem, nigdy nie bedziesz we mnie.
nie nakarmisz mnie truskawkami z cukrem, nawet nie okrzyczysz za moja infantylnosc.
nie zatanczysz w nocy, nie dowleczesz mnie kompletnie pijana do domu w nocy. wiem, ze wszystko bedzie teraz inne, nie bede sie leczyc, powoli dam sie porwac szalenstwu.
*
kiedys zapytales mnie, czy pojde z toba. teraz wiem, ze nie bylam na to gotowa. teraz porzucilam wszystko co kochalam i bylo dobre, aby moc pojsc, droga ktora mi podales na tacy.
nie daje sie uwiesc, nie tym razem, tym razem to ty bedziesz gonil mnie, jak totalny kretyn, popierdolony masochista. a ja bede soba. opadne bezwladnie w twoje ramiona.
mam smak metalicznej krwi w ustach.
krew na szyi, zimna sciezka splywa po obojczykach, az do stop.
dzien pierwszy: dazenie do autodestrukcji. szyja pochlastana nozem ceramicznym.
*
uwielbiam twoj dotyk
slowa
smiech
blizny
nikt nie uwielbia ciebie tak jak ja.
*
jest czerwiec, ponury czerwiec
*
kocham cie
Nie mogę uwierzyć. W nocy miałam gorączke i kaszel, myslalam ze sie udusze.
Wczoraj bylam z wampirem. Probowal mnie upierdolic w szyje, poamietam wczoraj troche jak przez mgle. Wszystko to jest fikcja, a we mnie nie ma juz ani krzty rozsadku. jestes tylko ty, juz nieistniejacy.
nigdy juz nie obudze sie obok ciebie, nigdy niepowiesz mi juz ani slowa szeptem, nigdy nie bedziesz we mnie.
nie nakarmisz mnie truskawkami z cukrem, nawet nie okrzyczysz za moja infantylnosc.
nie zatanczysz w nocy, nie dowleczesz mnie kompletnie pijana do domu w nocy. wiem, ze wszystko bedzie teraz inne, nie bede sie leczyc, powoli dam sie porwac szalenstwu.
*
kiedys zapytales mnie, czy pojde z toba. teraz wiem, ze nie bylam na to gotowa. teraz porzucilam wszystko co kochalam i bylo dobre, aby moc pojsc, droga ktora mi podales na tacy.
nie daje sie uwiesc, nie tym razem, tym razem to ty bedziesz gonil mnie, jak totalny kretyn, popierdolony masochista. a ja bede soba. opadne bezwladnie w twoje ramiona.
mam smak metalicznej krwi w ustach.
krew na szyi, zimna sciezka splywa po obojczykach, az do stop.
dzien pierwszy: dazenie do autodestrukcji. szyja pochlastana nozem ceramicznym.
*
uwielbiam twoj dotyk
slowa
smiech
blizny
nikt nie uwielbia ciebie tak jak ja.
*
jest czerwiec, ponury czerwiec
*
kocham cie
czwartek, 20 czerwca 2013
ucieknijmy
Co wypełnia przestrzeń między neuronami, jak to powiedziałeś?
Nie mogę znieść tych wspomnień, może są zbyt świeże, wciąż jeszcze palą ogniem, podbijają maksymalnie poziom adrenaliny, a może są tylko nieszczęśliwe. I wiesz co, truskawki już zawsze będą kojarzyć mi się z tobą.
I wiem, że ty też wyobrażasz sobie sytuacje,które się nie zdarzą. Idealizujesz. Rekompensujesz stracony czas. Jest tyle rzeczy, o których chciałabym ci powiedzieć, tej nocy. Odpłyń, twoje blizny na ciele tworzą mapę, której drogi nigdzie nie prowadzą, ciągną w dół. Oboje je nosimy, moje przypominają mi o tobie, paradoksalnie już nigdy nie zbledną, nie zagoją się.
Zauważyłeś, że w 28 jest znak nieskończoności?
Nie mogę znieść tych wspomnień, może są zbyt świeże, wciąż jeszcze palą ogniem, podbijają maksymalnie poziom adrenaliny, a może są tylko nieszczęśliwe. I wiesz co, truskawki już zawsze będą kojarzyć mi się z tobą.
I wiem, że ty też wyobrażasz sobie sytuacje,które się nie zdarzą. Idealizujesz. Rekompensujesz stracony czas. Jest tyle rzeczy, o których chciałabym ci powiedzieć, tej nocy. Odpłyń, twoje blizny na ciele tworzą mapę, której drogi nigdzie nie prowadzą, ciągną w dół. Oboje je nosimy, moje przypominają mi o tobie, paradoksalnie już nigdy nie zbledną, nie zagoją się.
Zauważyłeś, że w 28 jest znak nieskończoności?
piątek, 7 czerwca 2013
co oswoiłeś
-Spójrz, tak nie zachowują się normalni ludzie, z głową masz nie tak.
Te słowa powiedziałeś mi dziś, paradoksalnie, są to słowa płynące z ust niedoszłego samobójcy, pieprzonego agnostyka. Przestań wypominać młody wiek, niedojrzałość, rozbicie emocjonalne, wahanie nastroju, komuś tak szalonemu jak ja.
Heej, już się boję. Jest absolutnie ciemno, poza światłem ekranu padającego na moje kolana, dłonie. A odgłosy klawiatury tworzą jakby melodię smutku. Cichą i zabójczą. A jednak ktoś z domowników siedzi w kuchni, jestem bezpieczna, żaden ze złych oprawców mnie nie dopadnie, chociaż wiem, że tu są i mnie obserwują. Nie próbuj wmówić komuś takiemu jak ja, że będzie lepiej, bo dobrze nie będzie, to byłaby fatalna hipokryzja. Jak to byłoby gdyby świat przestał być wielkim cmentarzem, z milionami strzaskanych posągów. Jak wyglądałby mój świat, gdybyś nie istniał, gdybyśmy nigdy nie dowiedzieli się o swoim istnieniu
Jak wyglądałby mój świat wolny od bólu i cierpienia. Byłby pusty, tak?
Czy byłabym bezpieczna? Wolna?
Nie mogłabym już zanurzyć reki w kartce papieru? A litery nie stałyby się materią bardziej niż trzy d. Nie skakałyby mi przed oczami, i nie układałyby się w dowolne słowa.
Nie słyszałabym nic? Nie słyszałabym krzyku w pustym pokoju?
Popatrz, bez kieliszka wódki mogę być kim zechcę, mogę latać i układać dźwięki w miękkie geometryczne figury. Mogę śmiać się jak we łzach i słyszeć moją czarną sukienkę.
Beż wódki i leków mogę wszystko. Jestem schizofrenikiem, a nie mogę mieć ciebie.
Noce nigdy nie były bardziej przerażające.
Te słowa powiedziałeś mi dziś, paradoksalnie, są to słowa płynące z ust niedoszłego samobójcy, pieprzonego agnostyka. Przestań wypominać młody wiek, niedojrzałość, rozbicie emocjonalne, wahanie nastroju, komuś tak szalonemu jak ja.
Heej, już się boję. Jest absolutnie ciemno, poza światłem ekranu padającego na moje kolana, dłonie. A odgłosy klawiatury tworzą jakby melodię smutku. Cichą i zabójczą. A jednak ktoś z domowników siedzi w kuchni, jestem bezpieczna, żaden ze złych oprawców mnie nie dopadnie, chociaż wiem, że tu są i mnie obserwują. Nie próbuj wmówić komuś takiemu jak ja, że będzie lepiej, bo dobrze nie będzie, to byłaby fatalna hipokryzja. Jak to byłoby gdyby świat przestał być wielkim cmentarzem, z milionami strzaskanych posągów. Jak wyglądałby mój świat, gdybyś nie istniał, gdybyśmy nigdy nie dowiedzieli się o swoim istnieniu
Jak wyglądałby mój świat wolny od bólu i cierpienia. Byłby pusty, tak?
Czy byłabym bezpieczna? Wolna?
Nie mogłabym już zanurzyć reki w kartce papieru? A litery nie stałyby się materią bardziej niż trzy d. Nie skakałyby mi przed oczami, i nie układałyby się w dowolne słowa.
Nie słyszałabym nic? Nie słyszałabym krzyku w pustym pokoju?
Popatrz, bez kieliszka wódki mogę być kim zechcę, mogę latać i układać dźwięki w miękkie geometryczne figury. Mogę śmiać się jak we łzach i słyszeć moją czarną sukienkę.
Beż wódki i leków mogę wszystko. Jestem schizofrenikiem, a nie mogę mieć ciebie.
Noce nigdy nie były bardziej przerażające.
czwartek, 30 maja 2013
cichy wieczór, ciche krzyki, cichy śpiew twój w słuchawkach, cichy szept przez telefon o czwartej w nocy.
a może to cichy poranek?
ciche ulice, ciche światło lamp, cichy deszcz uderzający o parapet.
cicha miłość, cicha rozpacz
ciche sny, marzenia.
Jest piękny cichy wieczór, różowo błękitne chmury wiszą nad miastem, w głowie ciche szaleństwo. Najcichsza miłość.
Wróć, cicho nad ranem, nawet na chwilę. Najciszej jak umiesz, jeśli umiesz. Ulecz mnie, jeżeli tylko możesz. Bądź, chociaż wiem, że nie zrobisz tego. Daj mi najsłodszą herbatę bez łyżki cukru, daj muzykę, słowa, wróć wspomnienia. Odsłoń czarne rolety, by wschód słońca oświetlił ściany. kurwa
wroc kurwa moj swiecie.
niedziela, 26 maja 2013
Boli mnie tak bardzo brzuch, skręcam się z bólu w łóżku. Jedyną osłodą są lody z truskawkami, grejfrutem i czekoladą. aw.
Nie jest najlepiej, adrenalina odchodzi, pojawia się ból w klatce piersiowej, zły oddech...
Myśli i głosy, i myśli głosów.
tyle inspiracji, planów, a zdrowie nie pozwala, czuje się jakbym już przegrała życie.
Nie jest najlepiej, adrenalina odchodzi, pojawia się ból w klatce piersiowej, zły oddech...
Myśli i głosy, i myśli głosów.
tyle inspiracji, planów, a zdrowie nie pozwala, czuje się jakbym już przegrała życie.
piątek, 3 maja 2013
Otaczała ją piękna noc, księżycowe światło i blask żółtej latarni wpadał do pokoju, przez odsłonięte okna. Temperatura powietrza przypominała raczej mroźny poranek, aniżeli majowy wieczór. Wraz z zachodem słońca budziła się. I on też się obudził. Niebiańska krew znów zaczęła płynąć w martwych ciałach, głód stawał się coraz silniejszy. Wieczorem wszystko wraca, ze zwiększoną siłą i intensywnością. W ręku miała lampkę białego wina, półwytrawnego. W drugiej ręce goździkowy papieros o smaku whisky. Paliła jeden za drugim, najseksowniej jak tylko umiała.
Była tak cholerną idiotką. I on też był idiotą.
czwartek, 2 maja 2013
Czemu jest ci przykro? Jesteś tym popieprzonym kreatorem mojego świata. Stwórcą, opiekunem, kochankiem nocy, wybawcą, zdrajcą, kłamcą, szaleńcem.
Twoje imię nie zostało napisane na żadnym kawałku papieru, pozostało jak coś zajebiście trwałego i wyimaginowanego.
co się dzieje
ciągle tu jestem
podpisaliśmy kontrakt z diabłem, ale on zerwał swoją umowę. nadal żyję. ty wiesz, ja żyję, nikt nie jest zadowolony.
glosy w mojej głowie krzyczą, kurwa.
Wyszłabym na dwór, noc jest znakomita, pokonałabym lęk. Bujałabym się na huśtawce.
Twoje imię nie zostało napisane na żadnym kawałku papieru, pozostało jak coś zajebiście trwałego i wyimaginowanego.
co się dzieje
ciągle tu jestem
podpisaliśmy kontrakt z diabłem, ale on zerwał swoją umowę. nadal żyję. ty wiesz, ja żyję, nikt nie jest zadowolony.
glosy w mojej głowie krzyczą, kurwa.
Wyszłabym na dwór, noc jest znakomita, pokonałabym lęk. Bujałabym się na huśtawce.
sobota, 27 kwietnia 2013
raz dwa trzy cztery pięć sześć siedem osiem dziewięć dziesięć
pod łóżkiem mieszkają demony. Za ścianą słychać kroki mordercy. Gdy zegar wybija północ, nie wychylam głowy spod kołdry.
Mówią coś do mnie. Nie istnieją, nie mają zmaterializowanej postaci, mimo to, przemawiają.
Słyszę ich niepokój, krzątanie, chaos, szaleństwo. Ale boję się wyjść. Oni chyba zdają się wyczuwać mój lęk, bo są coraz bardziej natarczywi.
Lęk.
podobno oszalałam. piętnasta zaraz, czas wyjść z łóżka.
Louis, wszystko wróciło. Za każdym razem gdy jest gorzej, wspomnienia wracają, czasem burzą wszystko w co wierzyłam, i tym sposobem liczba tych rzeczy zmniejsza się.
Wszystko ginie, siejesz spustoszenie i pozostawiasz ruinę. Potykam się o gruzy.
Introwertyku, nihilisto, przestań istnieć.
Przestań robić ze mną to co robisz. Przestań niszczyć.
Nienawidź mnie, znienawidź noc, przestań pić i palić moje ulubione papierosy. Polub światłość i bądź jak inni. Awykonalne?
Przestań być czarujący, egoistyczny, chory. Nie bądź tak pieprzonym cholerykiem. Przestań być samobójcą.
Czarnoksiężniku...
pod łóżkiem mieszkają demony. Za ścianą słychać kroki mordercy. Gdy zegar wybija północ, nie wychylam głowy spod kołdry.
Mówią coś do mnie. Nie istnieją, nie mają zmaterializowanej postaci, mimo to, przemawiają.
Słyszę ich niepokój, krzątanie, chaos, szaleństwo. Ale boję się wyjść. Oni chyba zdają się wyczuwać mój lęk, bo są coraz bardziej natarczywi.
Lęk.
podobno oszalałam. piętnasta zaraz, czas wyjść z łóżka.
Louis, wszystko wróciło. Za każdym razem gdy jest gorzej, wspomnienia wracają, czasem burzą wszystko w co wierzyłam, i tym sposobem liczba tych rzeczy zmniejsza się.
Wszystko ginie, siejesz spustoszenie i pozostawiasz ruinę. Potykam się o gruzy.
Introwertyku, nihilisto, przestań istnieć.
Przestań robić ze mną to co robisz. Przestań niszczyć.
Nienawidź mnie, znienawidź noc, przestań pić i palić moje ulubione papierosy. Polub światłość i bądź jak inni. Awykonalne?
Przestań być czarujący, egoistyczny, chory. Nie bądź tak pieprzonym cholerykiem. Przestań być samobójcą.
Czarnoksiężniku...
czwartek, 28 marca 2013
k
Tutaj jest jakby spokojniej, kameralniej, mogę stanąć, i najgłośniej jak umiem wykrzyknąć twoje imię.
Wciąż gramy, często przybieramy rożne maski, ty ściągasz kolejną, potem ja zakładam drugą.
Nie widzimy się, zwodzimy w wirtualnym świecie, mamy tylko swoje wyobrażenia o sobie, bez potwierdzenia w rzeczywistości. Ten dramat dzieje się codziennie, bo jesteśmy aktorami.
Umieramy za każdym razem, gdy przedstawienie trwa, krwawimy prawdziwą krwią, płaczemy prawdziwymi łzami, czujemy prawdziwy ból.
Czujemy prawdziwą rozpacz, samotność, zagubienie i piękno permanentnego nieszczęścia. A gdy nasze patologiczne nawyki, osobowości mają po prostu dość zabijamy się. Jesteśmy samobójcami, jednak wciąż żyjemy.
Ona jest tak szalona. Nie można powiedzieć o niej niczego innego, bardziej dosłownego. Umarła już milion razy, czas dla niej zatrzymał się, myśli ucichły, zadrżały, w snach nawiedzają ją koszmary. Nieszczęśliwa miłość prowadzi ją bezpiecznie i spokojnie na samo dno. Umarła, skacząc do lodowatej rzeki w środku zimy, zamarznięta i zadowoloną poniósł prąd wody.
-Chcę umrzeć teatralnie - Odrzekła. - W czerwonej sukience, w nienagannym makijażu i fryzurze, aby znaleźli mnie szczęśliwą, piękną...- ciągnęła dalej.
-Martwą. Wtedy wszystko byłoby ci obojętne. -Powiedział.
Wciąż gramy, często przybieramy rożne maski, ty ściągasz kolejną, potem ja zakładam drugą.
Nie widzimy się, zwodzimy w wirtualnym świecie, mamy tylko swoje wyobrażenia o sobie, bez potwierdzenia w rzeczywistości. Ten dramat dzieje się codziennie, bo jesteśmy aktorami.
Umieramy za każdym razem, gdy przedstawienie trwa, krwawimy prawdziwą krwią, płaczemy prawdziwymi łzami, czujemy prawdziwy ból.
Czujemy prawdziwą rozpacz, samotność, zagubienie i piękno permanentnego nieszczęścia. A gdy nasze patologiczne nawyki, osobowości mają po prostu dość zabijamy się. Jesteśmy samobójcami, jednak wciąż żyjemy.
Ona jest tak szalona. Nie można powiedzieć o niej niczego innego, bardziej dosłownego. Umarła już milion razy, czas dla niej zatrzymał się, myśli ucichły, zadrżały, w snach nawiedzają ją koszmary. Nieszczęśliwa miłość prowadzi ją bezpiecznie i spokojnie na samo dno. Umarła, skacząc do lodowatej rzeki w środku zimy, zamarznięta i zadowoloną poniósł prąd wody.
-Chcę umrzeć teatralnie - Odrzekła. - W czerwonej sukience, w nienagannym makijażu i fryzurze, aby znaleźli mnie szczęśliwą, piękną...- ciągnęła dalej.
-Martwą. Wtedy wszystko byłoby ci obojętne. -Powiedział.
niedziela, 24 marca 2013
kran
Marzenie- z pozoru przez ogół uważana za głupstwo, błahostkę, spychając na dalszy plan. W rzeczywistości
jest siła napędową całej jednostki, dając przy tym jej siłę na dalsze czyny, życie codzienne, bez większych konsekwencji. Bez przykrych konsekwencji.
Z pozoru żyjące w naszej okolicy w symbiozie, figurujące jako część naszej osobowości, część życia. Przeciętny człowiek bardzo łatwo, bez większego trudu potrafi przywołać chociażby cztery "marzenia",
ironizując, obracając w żart, unikając w ten sposób odpowiedzialności.
To częsta zagrywka.
Z pozoru wszyscy ludzie posiadają w sobie chociażby maleńkie światło nadziei, możliwe, że instynkt przetrwania... lub po prostu są głupi - Napisała, zastanawiając się przy tym jak wiele w sobie ma goryczy i pogardy. Z początku chciała już przycisnąć backspace, jednak duma i cały jad rozprzestrzeniał się w ciele,
nie pominął ani jednej komórki.
Złudzenie- czyt. wyżej Marzenie.
Potrzebuję tak bardzo książki, jakiejkolwiek, od kogokolwiek.
jest siła napędową całej jednostki, dając przy tym jej siłę na dalsze czyny, życie codzienne, bez większych konsekwencji. Bez przykrych konsekwencji.
Z pozoru żyjące w naszej okolicy w symbiozie, figurujące jako część naszej osobowości, część życia. Przeciętny człowiek bardzo łatwo, bez większego trudu potrafi przywołać chociażby cztery "marzenia",
ironizując, obracając w żart, unikając w ten sposób odpowiedzialności.
To częsta zagrywka.
Z pozoru wszyscy ludzie posiadają w sobie chociażby maleńkie światło nadziei, możliwe, że instynkt przetrwania... lub po prostu są głupi - Napisała, zastanawiając się przy tym jak wiele w sobie ma goryczy i pogardy. Z początku chciała już przycisnąć backspace, jednak duma i cały jad rozprzestrzeniał się w ciele,
nie pominął ani jednej komórki.
Złudzenie- czyt. wyżej Marzenie.
Potrzebuję tak bardzo książki, jakiejkolwiek, od kogokolwiek.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)