Infantylnym stwierdzeniem, byłoby powiedzenie, że tęsknię. Wszystko, w tym momencie, byłoby takie, może jeszcze zbyt kurtuazyjne, prawdopodobnie nie odczytałbyś tego. Wrócę do moich podejrzanych zachowań społecznych, znów wypożyczę kolejne książki z biblioteki, powypisuje w nich wiadomości dla ciebie, narażę moje myśli na kontakt ze światem, tym gorszym, aniżeli w mojej głowie. W zasadzie, boję się, że świata nie ma. Boję się każdego dnia, myśli z którymi żyję, z przebitym na wylot, krwawiącym sercem. Boję się, że tylko ty rozumiesz mój lęk, i wiesz, że nie ma na to lekarstwa. Żyję już milion lat, a nigdy nie spotkałam kogoś takiego jak ty, drugiej osoby, choćby w maleńkiej części podobnej do ciebie. Przypominającej o tobie. Boję się myśli, że źle wybrałam. Boję się twojej śmierci, chociaż wiem, że naturalnym procesem będzie, gdy zabierze cię szybciej. Ale czasem... boję się, że znów poczujesz się panem losu, po prostu umrzesz.
Wiem, że nie najzdrowszym dla mnie jest posiadanie wspomnień, słuchanie muzyki, podobno depresyjnej, czy najlepszym wyjściem byłoby nie być? Najprościej, chciałabym cię spotkać, usłyszeć znów od ciebie, że coś jest beznadziejne, lubię to słowo, jednak już wiesz o tym. Wiesz, potrzebuję znów zrozumienia, skomplikowanej sytuacji, nocy, krwi, alkoholu, twojego mieszkania. Swoją drogą jak na starego kawalera utrzymujesz niemal sterylny porządek, nigdy nie odczułam, że jesteś stary. Potrzebuję jeszcze więcej mroku, smutku.
wrócisz jeszcze? kiedyś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz