piątek, 20 września 2013

Hej, wiesz dawno nie pisałam co u mnie, przepraszam, z czasem było dosyć kiepsko, ale i też nie chciałam cię zadręczać milionem moich myśli. Jakich myśli? Tych myśli, mówiłam ci o nich kiedyś, a ty nazwałeś mnie wtedy wariatką. Już pamiętasz... Jak ci minął dzień? Jak twój humor?
Dobrze, przestanę zadawać te głupie pytania. U mnie kiepsko, czuję, że łapie mnie jakieś przeziębienie.
Wszystko wydaje mi się pozbawione sensu, chroniczne uczucie pustki chyba już nigdy nie zniknie.
A z drugiej strony jest naprawdę dobrze, potrafię wstać z łóżka i zacząć dzień, wytrwać. Zapodziałam gdzieś nawet cały plik nowych żyletek, nie sięgam po tabletki, robię rachunek sumienia, kłamię mniej, staram się nie być hipokrytą, zawistnym zazdrośnikiem.
Pożądam twojego głosu, jak nigdy wcześniej. Ostatnim razem gdy cię widziałam jechałam rowerem, bez makijażu, uciekłam, zawsze chciałeś mnie zobaczyć bez makijażu, pamiętasz? a ja uciekłam. Była godzina szósta rano, słońce już wstało, a mnie rozbudziło na dobre dopiero tamte spotkanie.
Muszę się do czegoś przyznać, udaję, tak bardzo udaję, zamykam smutek w sobie. Musisz mnie zrozumieć.
Chciałbyś odebrać ode mnie telefon przed trzecią w nocy?
Zasłużyłam sobie chociaż na jedno słowo. Mogłabym zadzwonić, mam wciąż numer, a ty powtarzałbyś tylko jedno słowo "beznadziejne".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz