jestesmy tutaj. powietrze jest lekkie, nie przytlacza, alkohol zdaje sie nie koczyc. dym z mojego czekoladowego papierosa otula, gladzi twoja piekna, biala twarz. pozniej ja deje ci dopalic go do konca, to prawie jak pocalunek, to prawie jak smierc. a twoje slowa smakuja mi bardziej niz whysky, ktore pijemy. sa bardziej zimne niz lod w moim drinku. sa elektryujace, nikt nie wymowi piekniej slowa 'beznadziejne' niz ty. po prostu sa. kiedys ich nie bylo przez 16 lat, a pozniej jeszcze przez 7 miesiecy. i pamietam wszystko, a jesli o czyms zapomnialam, to mam zapisane kazde twoje slowo w rozowym notesie.
zbaw mnie. napisalabym do ciebie z prosba o to, ale przeciez i tak nie przyjdziesz. i tak nie zrobisz nic. bo nie jestem nikim wiecej anizeli slodka idiotka, mala dziewczynka.
a w glebi duszy ciagle jestem twoja claudia. a ty jestes moim louisem,ktory teraz ucieka przed switem/
ktorego kocham ponad wszystko, dla ktorego poezja nabiera znaczenia. dla ktorego jestem zasadniczo niczym.
nie, nie kocham cie louis.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz