Tutaj jest jakby spokojniej, kameralniej, mogę stanąć, i najgłośniej jak umiem wykrzyknąć twoje imię.
Wciąż gramy, często przybieramy rożne maski, ty ściągasz kolejną, potem ja zakładam drugą.
Nie widzimy się, zwodzimy w wirtualnym świecie, mamy tylko swoje wyobrażenia o sobie, bez potwierdzenia w rzeczywistości. Ten dramat dzieje się codziennie, bo jesteśmy aktorami.
Umieramy za każdym razem, gdy przedstawienie trwa, krwawimy prawdziwą krwią, płaczemy prawdziwymi łzami, czujemy prawdziwy ból.
Czujemy prawdziwą rozpacz, samotność, zagubienie i piękno permanentnego nieszczęścia. A gdy nasze patologiczne nawyki, osobowości mają po prostu dość zabijamy się. Jesteśmy samobójcami, jednak wciąż żyjemy.
Ona jest tak szalona. Nie można powiedzieć o niej niczego innego, bardziej dosłownego. Umarła już milion razy, czas dla niej zatrzymał się, myśli ucichły, zadrżały, w snach nawiedzają ją koszmary. Nieszczęśliwa miłość prowadzi ją bezpiecznie i spokojnie na samo dno. Umarła, skacząc do lodowatej rzeki w środku zimy, zamarznięta i zadowoloną poniósł prąd wody.
-Chcę umrzeć teatralnie - Odrzekła. - W czerwonej sukience, w nienagannym makijażu i fryzurze, aby znaleźli mnie szczęśliwą, piękną...- ciągnęła dalej.
-Martwą. Wtedy wszystko byłoby ci obojętne. -Powiedział.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz