sobota, 27 kwietnia 2013

raz dwa trzy cztery pięć sześć siedem osiem dziewięć dziesięć
pod łóżkiem mieszkają demony. Za ścianą słychać kroki mordercy. Gdy zegar wybija północ, nie wychylam głowy spod kołdry.
Mówią coś do mnie. Nie istnieją, nie mają zmaterializowanej postaci, mimo to, przemawiają.
Słyszę ich niepokój, krzątanie, chaos, szaleństwo. Ale boję się wyjść. Oni chyba zdają się wyczuwać mój lęk, bo są coraz bardziej natarczywi.
Lęk.

podobno oszalałam. piętnasta zaraz, czas wyjść z łóżka.


Louis, wszystko wróciło. Za każdym razem gdy jest gorzej, wspomnienia wracają, czasem burzą wszystko w co wierzyłam, i tym sposobem liczba tych rzeczy zmniejsza się.
Wszystko ginie, siejesz spustoszenie i pozostawiasz ruinę. Potykam się o gruzy.
Introwertyku, nihilisto, przestań istnieć.
Przestań robić ze mną to co robisz. Przestań niszczyć.
Nienawidź mnie, znienawidź noc, przestań pić i palić moje ulubione papierosy. Polub światłość i bądź jak inni. Awykonalne?
Przestań być czarujący, egoistyczny, chory. Nie bądź tak pieprzonym cholerykiem. Przestań być samobójcą.

Czarnoksiężniku...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz