niedziela, 28 lipca 2013

heej

Naprawdę wszystko upadło, teraz, może jest już po wszystkim, chociaż mówiłam tak już kilka razy. Odetchnęłam, opowiedziałabym o tobie.
Niedługo miną dwa lata odkąd pierwszy raz się spotkaliśmy, dwa lata odkąd umarłam, popadłam w depresje, ale i narodziłam się na nowo.
Powiedziałeś, że zabierzesz mnie w niezwykłą podróż do swojego świata, teraz wiem, że nieliczni mogli skosztować chociaż kawałeczka. Wtedy byłam naiwniejsza, zafascynowana, cholera pewnie wciąż taka jestem. Ja stałam się niewolnikiem swojego mrocznego pana, perwersyjnego skurwysyna. Tak jesteś perwersyjnym skurwysynem. W najskrytszych snach nie przyszło mi do głowy, ile cierpienia mi dasz, jak wielką miłość, mądrość, pożądanie wiedzy i ciebie. I, że będę kochać, a to postanowi mnie zniszczyć, uczucie zepchnie mnie do przepaści, wyrwie serce, rozszarpie żyły. Doprowadzi do powolnej... do destrukcji, która postępuje codziennie.
Zrobiłeś ze mnie samobójce, nie mam ci tego za złe. Z perspektywy czasu nie można ocenić czy to twoja sprawka. Właściwie to nie mam ci za złe nawet tego, że jesteś tak popieprzonym starym...
My młodzi bywamy porywczy, nie myślimy tak racjonalnie, ale bywamy też ludźmi, miewamy uczucia. Można przypuszczać, że mógłbyś mnie zranić, lub chociażby urazić.
*
Moje emocje wkrótce się uspokoją.

piątek, 12 lipca 2013

moj pies



nie wiem, co więcej skrywa moja karta pamięci w telefonie.
nigdy chyba w moim życiu nie było gorzej.

poniedziałek, 8 lipca 2013

trzeci dzien

W pokoju jest cholernie ciemno, mimo tego nie zapadł zmrok. Czarne rolety zakrywają okno, mniejsze okno zasłonięte jest czarną płachtą, a drzwi czerwoną, w kolorze wytrawnego wina. To kwintesencja półmroku tego świata, to dom z widokiem na dachy, usytuowany gdzieś bardzo wysoko, w chmurach.
Zabierz mnie tam, zamknij drzwi za sobą, puść muzykę, jestem gotowa na tą podróż.
Twoje oczy tak się uśmiechają.

sobota, 6 lipca 2013

pole smutku

I życie jakoś tak uciekło, nie wiem sama kiedy.
wróć, przytul mnie jak najlepiej umiesz, ucałuj, nawet mógłbyś mnie ugryźć, co z tego, że bolałoby.
kocham cię.

*
Mam bajzel w głowie. Rozszarpane serce. Rany na moich nogach nie bolą, krew tak się nie sączy, aniżeli z serca. Nigdy nie utraciło ona bowiem tak wiele, ale też nie zyskało.
Gdybym była normalna, nie pozbierałabym się z tego. Ale sprawy przybrały szybkiego tempa.
Mogę zachować się infantylnie, zrobić co zechcę. Już naprawdę.
Obolała, pochlastana, zaklejona bandażem, spoczywam w mroku. Nikt nie zatrzymał tej zabójczej maszyny.

środa, 3 lipca 2013

pole litu

niestabilny obraz siebie
zaznaczone silnymi emocjami związki interpersonalne
chwiejność
pograniczne zaburzenie osobowości
działania autoagresywne
pustka
brak chęci w życiu
poczucie bezsensu
chroniczne uczucie ww pustki
dążenie do skomplikowanych sytuacji/ związków interpersonalnych
myśli paranoiczne
ucieczka
*
Mówisz, że to było dla ciebie objawieniem. To rzeczy, które pomagają, stwarzają warunki do tego aby uciec z tego świata. Pozwalają odszukać czegoś lepszego, czegoś co w chociaż niewielkim stopniu wypełni pustkę. Urodziliśmy się z nią, ona rosła wraz ze świadomością, a teraz jest już w takim stanie, że mogłabym się zabić,gdybym tylko miała odwagę.
I wiesz, zabicie się nie jest łatwe, chociaż kiedyś myślałam, że jest. Człowiek do samego końca ma w sobie instynkt przerwania. Nie mogę wstrzymać oddechu, udusić się.
*
Idę wprowadzić się w sen świadomy.



wtorek, 2 lipca 2013

pole marchewkowe

Jest burza. Smutek, miłość i wszystkie natręctwa.
Pamiętam jak byłam mała i siadałam na oknie, deszcz spływał po szybie, uderzał w parapet, lubiłam ten dźwięk. W zasadzie pozostało mi to do teraz, gdy jestem już duża. Pamiętasz kiedyś powiedziałam ci, że gdy już dorosnę chcę zostać filozofem. A ty powiedziałeś, że mam zadatki na bycie sokrateską.
Kiedyś w mojej głowie była cisza, szczęśliwe chwile mogły wyciszyć myśli. A teraz szczęście umarło, mogłabym powiedzieć brutalniej.

kocham cię, w twojej wielkiej koszulce, którą mi dałeś. ze łzami. z myślą, że jutro do pracy.
po mojej podlodze biegaja kroliczki, wyrywaja marchewki

poniedziałek, 1 lipca 2013

pole truskawkowe

jestesmy tutaj. powietrze jest lekkie, nie przytlacza, alkohol zdaje sie nie koczyc. dym z mojego czekoladowego papierosa otula, gladzi twoja piekna, biala twarz. pozniej ja deje ci dopalic go do konca, to prawie jak pocalunek, to prawie jak smierc. a twoje slowa smakuja mi bardziej niz whysky, ktore pijemy. sa bardziej zimne niz lod w moim drinku. sa elektryujace, nikt nie wymowi piekniej slowa 'beznadziejne' niz ty. po prostu sa. kiedys ich nie bylo przez 16 lat, a pozniej jeszcze przez 7 miesiecy. i pamietam wszystko, a jesli o czyms zapomnialam, to mam zapisane kazde twoje slowo w rozowym notesie.
zbaw mnie. napisalabym do ciebie z prosba o to, ale przeciez i tak nie przyjdziesz. i tak nie zrobisz nic. bo nie jestem nikim wiecej anizeli slodka idiotka, mala dziewczynka.
a w glebi duszy ciagle jestem twoja claudia. a ty jestes moim louisem,ktory teraz ucieka przed switem/
ktorego kocham ponad wszystko, dla ktorego poezja nabiera znaczenia. dla ktorego jestem zasadniczo niczym.
nie, nie kocham cie louis.