wtorek, 27 sierpnia 2013

Tak cholernie tęsknię. Pamiętam jak mówiłam ci, że jestem silna, teraz taka nie jestem. Czytam twoje mejle.
pieprzone mejle, z tamtego dnia. i z innych dni, niedługo miną dwa lata odkąd chcę wyrwać sobie serce z miłości, co roku zdycham.

zostań

Infantylnym stwierdzeniem, byłoby powiedzenie, że tęsknię. Wszystko, w tym momencie, byłoby takie, może jeszcze zbyt kurtuazyjne, prawdopodobnie nie odczytałbyś tego. Wrócę do moich podejrzanych zachowań społecznych, znów wypożyczę kolejne książki z biblioteki, powypisuje w nich wiadomości dla ciebie, narażę moje myśli na kontakt ze światem, tym gorszym, aniżeli w mojej głowie. W zasadzie, boję się, że świata nie ma. Boję się każdego dnia, myśli z którymi żyję, z przebitym na wylot, krwawiącym sercem. Boję się, że tylko ty rozumiesz mój lęk, i wiesz, że nie ma na to lekarstwa. Żyję już milion lat, a nigdy nie spotkałam kogoś takiego jak ty, drugiej osoby, choćby w maleńkiej części podobnej do ciebie. Przypominającej o tobie. Boję się myśli, że źle wybrałam. Boję się twojej śmierci, chociaż wiem, że naturalnym procesem będzie, gdy zabierze cię szybciej. Ale czasem... boję się, że znów poczujesz się panem losu, po prostu umrzesz.
Wiem, że nie najzdrowszym dla mnie jest posiadanie wspomnień, słuchanie muzyki, podobno depresyjnej, czy najlepszym wyjściem byłoby nie być? Najprościej, chciałabym cię spotkać, usłyszeć znów od ciebie, że coś jest beznadziejne, lubię to słowo, jednak już wiesz o tym. Wiesz, potrzebuję znów zrozumienia, skomplikowanej sytuacji, nocy, krwi, alkoholu, twojego mieszkania. Swoją drogą jak na starego kawalera utrzymujesz niemal sterylny porządek, nigdy nie odczułam, że jesteś stary. Potrzebuję jeszcze więcej mroku, smutku.
wrócisz jeszcze? kiedyś?

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Dotarło do mnie jak ciężko jest żyć ze mną, być może tak samo ciężko, jak przystało żyć z tobą. Będą kimś innym nie umiałabym zrozumieć, wyobrazić sobie jak to jest. Co to znaczy być kimś, kto w sobie posiada tyle sprzeczności, dwie pieprzone osobowości, które toczą codzienne walki ze sobą. Wiesz, coraz częściej rozmawiam z tobą, chociaż wiem, że ciebie nie ma, przyłapuję się na tym, że opowiadam ci o moich snach. I wiesz co, staram cię nie zadręczać moimi lękami, ty masz wystarczająco swoich. Chociaż boję się usnąć, obawiam się demonów, szalonych zabójców, egocentryków, uwielbiam stan gdy codziennie doświadczam snu jako substytutu śmierci. Często zasypiam z wycieńczenia, cierpiąc na bezsenność, spowodowaną piciem półtora litra kawy dziennie, katowaniem się niejedzeniem. I tylko wtedy zapominam o strachu.
Hej, przyłapuję się zbyt często na myślach o tobie. Zapadła już noc, z każdą minutą ciężej będzie mi jutrzejszego dnia sprawiać pozory, odgonić śmierć.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Ze wszystkich miejsc, w których mogę coś napisać, tych wirtualnych, ale i też namacalnych, uczyniłam jedno, ogromne, cmentarzysko. Cmentarz wspomnień ciebie, emocji, których już nie doświadczę, piękna, melancholii, chwil. Upchnęłabym je wszystkie do szuflady mojej białej komody, wróciłabym dni, z każdym jej otwarciem, ale wtedy teraźniejszość nie istniałaby.
Emocje opadły, jak przypuszczałam. Wszystko zaplanowane było już z góry, a ja mogłabym podpisać pakt z diabłem, aby obejrzeć koniec. Moje sny... znów nimi zawładnął ten dziwny klimat, zdarzają się rzeczy, które nigdy się nie zdarzyły. I te, które się zdarzyły, oraz takie, które mogłyby się wydarzyć, jeśli okoliczności byłyby przychylniejsze. I wiesz, w moich snach dzieje się to co zechcę, mówiłam ci, że miewam sny świadome, potrafię wprowadzić się w ten stan. I może to jeszcze, że wierzę w przeznaczenie, czyni mnie istota tak kruchą, niepotrafiącą utopić ciebie w oceanie wspomnień, w lawinie łez, burzliwym smutku...
Może jeszcze to, że wierzę, a ty jesteś silnym ateistą, pamiętam jak opowiadałeś mi te zabawne i absurdalne historie, o tym jak oznajmiłeś rodzicom, że wypisujesz się z Kościoła. Była wtedy jesień, byliśmy w parku, liście spadały z drzew, trawniki przykryte były pomarańczem, rdzą, czerwienią. Poranki bywały coraz chłodniejsze, tak jak wieczory. Śmiałam się, lubiłam, gdy opowiadałeś mi o sobie, gdy coś było zabawne. Teraz wiem, z perspektywy czasu, że dla ciebie nie było to tak zabawne jak dla mnie. Zauważyłam też, że ty śmiałeś się z zupełnie innych rzeczy, sytuacji, a gdy spotkaliśmy się po latach, nic już nie miało znaczenia. Ciągle uważam, że zbyt szybko się spotkaliśmy, to los tak chciał, a ty podszedłbyś do tego racjonalniej? Może po prostu jestem zbyt młoda? A może po prostu ty zazdrościsz mi mojego wieku?
Podobno jestem bystra... Tak mi mówiłeś, gdy przez chwilę byłam twoją zabawką, pocieszycielką, odskocznią od tego świata. Byłam też idealna, piękna, wartościowa... Teraz jestem wspomnieniem.

Tak, teraz wiem, że zazdrościsz mi mojego wieku i świadomości, bo gdy ty dorastałeś, nie było jeszcze gotów i wampirów. Wiesz... myślałam, że gdy stracę ciebie, pochłonie mnie rozpacz. Ale ja jestem posiadaczką każdego twojego słowa zapisanego na papierze, emocji w komputerze, twojego śpiewu, nie liczę wspomnień tańczącego ciebie, tego nikt nie jest w stanie zabrać. Myślałam, że wyrwę sobie serce, a teraz jest tylko pustka, uczucie, że bardzo łatwo mogłabym ci o czymkolwiek powiedzieć, napisać.

Miałbyś ochotę posłuchać, co mam ci do powiedzenia?